4 Obserwatorzy
3 Obserwuję
Callitus

Trochę zdrowego snobizmu

Nie lubię tracić czasu na marne książki. Staram się nadrobić klasykę literatury, zapewne stąd ten snobizm w tytule. Nie gardzę także literaturą faktu, od czasu do czasu lubię jednak odpocząć przy młodzieżowej literaturze, bądź ckliwym romansie.

Teraz czytam

Hrabia Monte Christo
Aleksander Dumas (ojciec)
Antologia 100/XX. Tom I
Michał Dymitr Krajewski, Maria Rodziewiczówna, Stanisław Mackiewicz, Maria Konopnicka, Stefan Żeromski, Jan Parandowski, Janusz Korczak, Melchior Wańkowicz, Władysław Stanisław Reymont, Antoni Sobański, Józef Mackiewicz, Ryszard Kapuściński, Antoni Słonimski, Maria Dą
Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską
Dariusz Zaborek

Papierowe miasta

Papierowe miasta - John Green Zazwyczaj patrzyłam z dość sporym przymrużeniem oka na literaturę młodzieżową. Myślę, że jak wiele literackich snobów patrzyłam na nią przez pryzmat "Zmierzchu", a seria o "Harrym Potterze" to tylko fortunny wypadek przy pracy. Do czasu. Dwie książki - "Gwiazd naszych wina" oraz "Złodziejka książek" - zdecydowanie zmieniły mój pogląd na ten typ literatury. Spotkanie z "Papierowymi miastami" jest pokłosiem udanej lektury najnowszej książki Johna Greena. Tym razem autor opowiada historię Quentina, którego przyjaciele nie popisali się kreatywnością przy wymyślaniu ksywki i nazywają go Q, oraz Margo, jego sąsiadki. Dziewczyna jest miłością życia Q, choć ona nie odwzajemnia tego uczucia. Jak zaczyna się narracja Q: "Widzę to tak - każdy w życiu doświadcza swojego własnego cudu. Choć, zapewne nigdy nie uderzy mnie piorun, nie wygram Nagrody Nobla, nie zostanę dyktatorem na jakiejś malutkiej wyspie na Pacyfiku, zachoruję na śmiertelnego raka ucha czy naglę stanę w płomieniach. Ale jeśli weźmiesz pod uwagę wszystkie te nieprawdopodobne rzeczy, co najmniej jedna z nich przydarzy się każdemu z nas. Mogłem zobaczyć deszcz żab. Mogłem postawić nogę na Marsie. Mogłem zostać zjedzony przez wieloryba. Mogłem poślubić królową Anglii albo przerwać miesiące na morzu. Moim cudem było to: ze wszystkich domów, ze wszystkich dzielnic w całej Florydzie, byłem sąsiadem właśnie Margo Roth Spiegelman". To jest książka typowo skierowana do nastolatków. John Green jest właśnie przez tę grupę uwielbiany, między innymi dlatego, że niesamowicie ją rozumie. Rozumie ich potrzebę odnalezienia siebie, swojej drogi, odkrycia pewnych rzeczy, które są fundamentalne do tego, aby móc określić swoją własną osobę w tym szale, pędzie, który jest nam narzucany. Mówi o tym Margo: "Czy zdawałeś sobie sprawę z tego, że przez całą historię ludzkiego gatunku, średnia ludzkość życia wynosiła mniej więcej 30 lat? Mogłeś liczyć na mniej więcej 10 lat takiej prawdziwej dorosłości, prawda? Nie było planów na emeryturę. Nie było planów na karierę. Nie było żadnego planowania. Nie było na to czasu. Czasu na przyszłość. Ale potem ta średnia stawała się coraz większa, ludzie zaczęli mieć tej przyszłości coraz więcej i więcej, więc spędzali coraz więcej czasu myśląc o niej. O przyszłości. A teraz życie stało się przyszłością. Każdy moment Twojego życia żyjesz dla przyszłości - idziesz do liceum, aby móc pójść na studia, aby dostać dobrą pracę, aby potem wybudować śliczny domek bo tylko wtedy będzie stać Cię na zapewnienie dzieciom dobrych studiów, żeby oni mogli dostać dobrą pracę, aby mogli wybudować sobie śliczny domek, a potem stać ich było na posłanie ich dzieci do dobrej szkoły." To są wbrew pozorom wątpliwości, które ma każdy nastolatek, nawet jeśli większość czasu spędzają "grając w gry" czy wagarując. Co potem? Co teraz? Dzisiaj już nie tylko nastolatek, ale także ludzie kończący studia. Chyba na tym polega fenomen Greena. Oczywiście, jest też on autorem ładnie opakowanych banałów, chyba najładniejszy z nich brzmi tak: "Zawsze wydawało mi się to tak niesamowicie śmieszne. To że ludzie chcą być wokół ludzi, którzy są ładni. To jak wybieranie płatków śniadaniowych na podstawie tego, jak wyglądają, a nie jak smakują." Do tej dość gorzkiej analizy społeczeństwa, chyba nie tylko amerykańskiego, warto dodać ten cytat: "Żyłam tutaj przez 18 lat i ani razu nie spotkałam nikogo, kto troszczyłby się o to, co naprawdę ma znaczenie. Green ułatwia nam wejście w dorosłość i pomaga zrozumieć i pojąć podstawowe prawdy człowieczeństwa i obcowania w społeczeństwie - że każdy człowiek jest tylko człowiekiem i nikim więcej. Każdy ma swoje wady i zalety. "Ależ zdradziecka jest wiara w to, że człowiek jest czymś więcej, niż tylko człowiekiem". Dochodzi on jednak do dość niecodziennych wniosków - że bycie z tym człowiekiem z krwi i kości, a nie z papierową, idealną imitacją jest lepsze, czyni nas bardziej... ludzkimi? W całą książkę cudownie wpleciony jest wątek męskiej przyjaźni, nieco szorstkiej, prześmiewczej, ironicznej, mimo to wiernej. Mogą na siebie liczyć w każdej (no przynajmniej w większości) sytuacji, znają się niesamowicie dobrze i wiele się od siebie uczą. Podróż Quentina można odczytywać na wiele sposobów - ja widzę to po prostu jako sposób na odnalezienie siebie. Nie musi to być podróż po międzystanowych autostradach, licząca tysiące kilometrów. Ważne, że pośród odpowiednich ludzi. Moja ocena: 8/10 PS Wszystkie fragmenty zostały przetłumaczone przeze mnie. Ich ewentualną językową nieporadność należy zrzucić na mój karb, nie tłumacza, który zapewne wykonał lepszą pracę :)