4 Obserwatorzy
3 Obserwuję
Callitus

Trochę zdrowego snobizmu

Nie lubię tracić czasu na marne książki. Staram się nadrobić klasykę literatury, zapewne stąd ten snobizm w tytule. Nie gardzę także literaturą faktu, od czasu do czasu lubię jednak odpocząć przy młodzieżowej literaturze, bądź ckliwym romansie.

Teraz czytam

Hrabia Monte Christo
Aleksander Dumas (ojciec)
Antologia 100/XX. Tom I
Michał Dymitr Krajewski, Maria Rodziewiczówna, Stanisław Mackiewicz, Maria Konopnicka, Stefan Żeromski, Jan Parandowski, Janusz Korczak, Melchior Wańkowicz, Władysław Stanisław Reymont, Antoni Sobański, Józef Mackiewicz, Ryszard Kapuściński, Antoni Słonimski, Maria Dą
Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską
Dariusz Zaborek

Merde! Rok w Paryżu

Merde! Rok w Paryżu - Stephen Clarke Kilka lat temu, podczas podróży po Empiku, wciągnięta przez półki z książkami, o których posiadaniu marzę, lecz na które nie mam ani miejsca, ani pieniędzy, ten tytuł wpadł mi w oko. Faza fascynacji Francją powoli mi przechodziła, więc zamiast wydać 30 złotych na ten tytuł, zapewne zakupiłam coś innego. I, och!, jakiż dobry był to wybór! Paul West jest Brytyjczykiem, który podążając za rozwojem zawodowym podąża na drugą stronę kanału La Manche i stolicę Anglii zmienia na nie mniej piękną stolicę Francji. Animozje między tymi dwoma narodami są wszystkim znane i nie dziwi początkowo mocno zdystansowane podejście Paula do jego francuskich współpracowników. Niestety humor w tej książce, który miał być typowo brytyjski, jest rubaszny, wyjątkowo jednoznaczny i nie ma w sobie nic z tak typowej angielskiej ironii. Momentami ma się wrażenie, że jedyne, czym zajmuje się Paul, to myślenie o seksie, a w momentach, w których tego nie robi, i tak myśli o seksie. W tym momencie powinnam się zatrzymać i napisać o tym – przeczytałam zaledwie połowę tej książki. Nazwanie seksu „ciupcianiem się” to było zbyt wiele. Jeśli książka przełamuje jakieś tabu, pokazuje świat z perspektywy mężczyzny, którego jedynym celem w życiu jest zaspokojenie własnych potrzeb, to nie należy się z tego wycofywać marnym tłumaczeniem i używać słownictwa, które obrażałoby nawet pięciolatka. Nie wiem, czy pruderyjność tłumacza sprawiła, że miałam dość, czy był to po prostu bardzo ograniczony horyzont myślowy autora. Ponieważ nie tylko wszechobecny seks i uprzedmiotowienie kobiet jest czymś, co bardzo odrzuciło mnie w tej książce. Spotkanie z każdą nową, nieznaną kulturą uważam za coś niesamowicie fascynującego, odkrywczego i pouczającego. Clark natomiast myśli i pokazuje bardzo stereotypowy obraz Francji i Francuzów, tylko wzmacniając pewne schematy myślowe (należy wziąć pod uwagę fakt, że przeczytałam zaledwie połowę tej książki). Dodajmy do tego mało interesującą fabułę, pracę w korporacji, irytujących współpracowników i szefa, nie dającego się lubić głównego bohatera i mamy przepis na spektakularną, bardzo dobrze sprzedającą się, klapę. Nie dziwi to jednak w czasach, w których 50 twarzy Grey’a osiąga jeszcze lepsze wyniki sprzedaży.