4 Obserwatorzy
3 Obserwuję
Callitus

Trochę zdrowego snobizmu

Nie lubię tracić czasu na marne książki. Staram się nadrobić klasykę literatury, zapewne stąd ten snobizm w tytule. Nie gardzę także literaturą faktu, od czasu do czasu lubię jednak odpocząć przy młodzieżowej literaturze, bądź ckliwym romansie.

Teraz czytam

Hrabia Monte Christo
Aleksander Dumas (ojciec)
Antologia 100/XX. Tom I
Michał Dymitr Krajewski, Maria Rodziewiczówna, Stanisław Mackiewicz, Maria Konopnicka, Stefan Żeromski, Jan Parandowski, Janusz Korczak, Melchior Wańkowicz, Władysław Stanisław Reymont, Antoni Sobański, Józef Mackiewicz, Ryszard Kapuściński, Antoni Słonimski, Maria Dą
Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską
Dariusz Zaborek

Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian

Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian - Ziemowit Szczerek Ziemowit Szczerek podbił polski rynek książkowy swoim fascynującym reportażem o Ukrainie. Został obsypany nagrodami, ogromna rzesza krytyków chwaliła jego styl, ogólnie rzecz biorąc – fenomen. Jako literacki snob, nie mogłam oprzeć się kupnie tej książki, tym bardziej że zakupiłam ją z jeszcze bardziej snobistyczną Antologią XX/100 Szczygła. Narrator tego reportażu (Łukasz Ponczyński), momentami tak absurdalnego, że człowiek ma nadzieję, że to fikcja, to mieszkaniec Krakowa, który pisuje reportaże dla internetowego portalu. Nie ukrywa, że lubi robić ze swoich czytelników debili i zdecydowanie wyolbrzymia wydarzenia, postaci i zachowania, które tam zobaczył. Nie ukrywa, że część z nich także zmyśla – jednak kontrowersja to prosty przepis na klikalność, odsłony stron, a tym samym przyciągnięcie reklamodawców i łatwy zysk. Nikt tutaj nie wymaga dziennikarskiej rzetelności, co więcej, nawet jej nie chce. Wystarcza lekkie pióro, ogromna doza wyobraźni (jednak w granicach rozsądku) i mamy łatwy przepis na sukces w czasach social media. Jednak to nie krytyka współczesnych domorosłych pismaków (bądź krytyków literackich) jest głównym punktem reportażu Szczerka. Jest nim natomiast Ukraina (czyżby?). Ukraina niezrozumiała, wahająca się między zachodem, a wschodem, pełna kompleksów, ulegająca wpływom, nieznająca swojej tożsamości, bez kulturalnej tradycji, pogardzana przez innych, pełna sprzeczności. Chwila, czy my na pewno cały czas mówimy o Ukrainie? Przyjdzie Mordor i nas zje wcale nie jest opowieścią o Ukraińcach, którzy żyją w cyrku. Kombinują w świecie przeżartym korupcją, polują na naiwnych, którym mogą udostępnić kwatery za zdecydowanie zbyt wysokie, jak na niskie standardy, kwoty. Chleją wódkę, przeklinają, zastanawiają się nad sensem życia, jednak większość ich monologów, w których co drugie słowo jest przecinkiem, ma ogrom racji, co, banalnie rzecz ujmując, świadczy o ich mądrości. Kontrast tej właśnie wschodniej mądrości widać idealnie na przykładzie polskich towarzyszy podróży narratora – Kusaja czy choćby dwóch studentek polonistyki, które zachwycają się Schulzem. Ich sposób myślenia, czy samej podróży, jest ogromnie płytki. Ponieważ dla mnie, ta powieść nie skupia się na Ukrainie, nie opisuje jej dobytku kulturowego, gdy Łukasz przemierza przez kolejne miasta, wsie, poznając folklor tego kraju. Pokazuje on raczej pewne procesy myślowe i podobieństwa między Ukrainą i Polską. To podróż w głębię polskości, która także boryka się z brakiem tożsamości. Chce należeć do lepszego świata, ale ta zachodnia część Europy odrzuca nasze awanse, oskarżając nas o barbarzyństwo, brak kultury. Jednak jednocześnie jesteśmy już odrzucani także przez ten wschodni, do którego pierwotnie należeliśmy, ale w jakiś sposób odtrąciliśmy w pogoni za czymś lepszym. Obie te strony nie dopuszczają nas do siebie, sprawiając, że jako naród tkwimy pomiędzy. Wydaje nam się, że jesteśmy lepsi od wschodu, podczas gdy wiemy, że zachodni świat patrzy na nas z góry. To nie są wnioski, do których dochodzi się, rozmyślając nad właśnie skończoną lekturą. Szczerek to wszystko bardzo dosadnie podaje nam na tacy, wykłada kawę na ławę, obnaża wszystkie przywary. Dokonuje tego poprzez niezbyt poetycki, prosty, niekiedy nawet prostacki język, który bardzo łatwo dociera do odbiorcy, czasem szokuje, czasem zniesmacza, jednak na pewno podkreśla to, co autor, przynajmniej moim zdaniem, chciał przekazać. Że jest mu wstyd. Tak bardzo, kurwa, wstyd.