4 Obserwatorzy
3 Obserwuję
Callitus

Trochę zdrowego snobizmu

Nie lubię tracić czasu na marne książki. Staram się nadrobić klasykę literatury, zapewne stąd ten snobizm w tytule. Nie gardzę także literaturą faktu, od czasu do czasu lubię jednak odpocząć przy młodzieżowej literaturze, bądź ckliwym romansie.

Teraz czytam

Hrabia Monte Christo
Aleksander Dumas (ojciec)
Antologia 100/XX. Tom I
Michał Dymitr Krajewski, Maria Rodziewiczówna, Stanisław Mackiewicz, Maria Konopnicka, Stefan Żeromski, Jan Parandowski, Janusz Korczak, Melchior Wańkowicz, Władysław Stanisław Reymont, Antoni Sobański, Józef Mackiewicz, Ryszard Kapuściński, Antoni Słonimski, Maria Dą
Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską
Dariusz Zaborek

19 razy Katherine

19 razy Katherine - John Green John Green ostatnimi czasy znajduje się u szczytu popularności. Niedawno premierę miał film oparty na jego najbardziej popularnej książce, zostały wykupione prawa do ekranizacji dwóch kolejnych. Wydaje się jednak, że na przestrzeni tych kilku lat, nie zmieniło się jedno – jego rozumienie nastolatków, brak przesadnego moralizatorstwa, jednak niezmienna chęć wciśnięcia kilku banałów i złotych myśli. Ponieważ jest to już czwarta książka tego autora, z którą mam okazję się zapoznać, jestem w stanie powiedzieć nieco więcej o jego stylu. Choć uważam Greena za ogromnie ciekawego, oczytanego i inteligentnego człowieka (wynika to z mojej nikłej aktywności z środowisku nerdfighterii), to mam wrażenie, że cały czas pisze jedną książkę. Dość smutne jest to, że człowiek, który na przestrzeni kilku lat wydał kilka książek, w żadnej z nich zdaje się nie rozwijać swojego stylu, nie wychodzi poza pewne ramy, nie porusza innych tematów. Oczywiście, w jakiś sposób jest to związane z typem literatury, którą uprawia (a zdecydowanie jego podejście do młodocianego czytelnika, danie mu pole do popisu interpretacyjnego, uważanie go za rozumną istotę, jest na rynku pewnym novum), w końcu każdy nastolatek musi zmierzyć się z tym przerażającym zadaniem odkrycia własnej drogi, określenia siebie, swojej przyszłości, jednak wykorzystanie po raz kolejny motywu podróży, drogi (choć w każdej kolejnej książce odległości te są coraz to bardziej imponujące) nie nęcą już tak bardzo. Podobnie sprawa ma się z głównym bohaterem. Colin to nieco zdziwaczały nastolatek, który uwielbia anagramy, jest cudownym dzieckiem, które twierdzi, że nie ma w sobie jednak tego pierwiastka genialności i przeraża go fakt, że z każdym dniem jego wspaniały umysł daje mu coraz mniejszą przewagę nad rówieśnikami. Uwielbia matematykę oraz dziewczęta o imieniu Katherine. Jego, niezbyt lubianym, jednak konsumującym sporą ilość czasu, zajęciem jest bycie przez owe Katarzyny porzucanym. Jego dotychczasowe znajomości były przelotne, jednak ostatni, dość poważny, bo trwający rok, związek zostawił zdecydowaną wyrwę w sercu, którą mogło uratować tylko wyruszenie w podróż z najlepszym przyjacielem. Co tu dużo mówić, Colina jest dość ciężko polubić. To irytujący chłopak, który pozjadał wszystkie rozumy, mający głowę pełną, wbrew pozorom, naprawdę ciekawych faktów, jednak wypowiadający je w całkowicie nieodpowiednich chwilach, ze sporymi brakami w poczuciu humoru, które nadrabia w dziedzinie matematyki. To typowy Greenowski bohater, inteligentny, oczytany, z niewielkim, lecz oddanym, gronem przyjaciół. Mimo przywar, w gruncie rzeczy to jednak chłopak o dobrym sercu jest. Podobnie sprawa ma się z jego kompanami, którzy nadrabiają za niego poczuciem humoru, umiejętnością wyczucia sarkazmu oraz użycia ironii. Podoba mi się jednak inna kwestia poruszana przez Greena, i uwaga, ponieważ tutaj może nadejść część nieco psująca zabawę, innymi słowy MOŻLIWE SPOJLERY, DLATEGO UCIEKAĆ KTO MOŻE, a mianowicie, jest nią szufladkowanie. Warto zwrócić uwagę na to, jak Colin charakteryzuje samego siebie – jako cudowne dziecko (choć nim od dawna już nie jest) oraz tego, od bycia porzucanym przez Katarzyny, oraz przede wszystkim to, jak bardzo te cechy determinują jego życie. Colin od siódmego roku życia czyta te czterysta stron dziennie (oczywiście jak najbardziej pochwalam akurat ten reżim narzuconemu samemu sobie, bo zdecydowanie nie byłoby nim niejedzenie słodyczy), ma plany na dalsze życie, oczywiście związane z jego umysłem, jednym z jego większym marzeń jest dostanie Nobla, związuje się tylko z Katarzynami. Sposób, w jaki próbuje zrozumieć i poukładać sobie swój świat, poprzez zakwalifikowanie siebie do jakiejś konkretnej kategorii i postępowanie według pewnego kodu i wzoru zachowań, narzucenie sobie ram, według których powinien postępować, jest czymś ogromnie nastoletnim. Próba poukładania sobie świata, który w pewnym momencie zwala się na głowę, bo przecież cały czas jesteśmy ukochanym dzieckiem, ale jednocześnie wymaga się od nas podjęcia decyzji, które w jakiś sposób ukształtują nasze całe życie, jest momentami wręcz nie do ogarnięcia i tylko próba takiego uproszczenia, schematyzacji, szufladek może pomóc. Wspaniałe jest też to, w jaki sposób Colin dorasta i z tych szuflad wychodzi. Oczywiście, cały czas gdzieś w duchu będąc tym nieco irytującym dzieckiem, ale jednak z nieco lepszym rozumieniem otaczającego go świata. To wszystko nie zmienia tego dość smutnego faktu, że czytając po raz czwarty taką samą książkę, nie sposób zachwycić się nią podobnie, jak przy pierwszej lekturze. Stąd ta dość niska ocena