4 Obserwatorzy
3 Obserwuję
Callitus

Trochę zdrowego snobizmu

Nie lubię tracić czasu na marne książki. Staram się nadrobić klasykę literatury, zapewne stąd ten snobizm w tytule. Nie gardzę także literaturą faktu, od czasu do czasu lubię jednak odpocząć przy młodzieżowej literaturze, bądź ckliwym romansie.

Teraz czytam

Hrabia Monte Christo
Aleksander Dumas (ojciec)
Antologia 100/XX. Tom I
Michał Dymitr Krajewski, Maria Rodziewiczówna, Stanisław Mackiewicz, Maria Konopnicka, Stefan Żeromski, Jan Parandowski, Janusz Korczak, Melchior Wańkowicz, Władysław Stanisław Reymont, Antoni Sobański, Józef Mackiewicz, Ryszard Kapuściński, Antoni Słonimski, Maria Dą
Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską
Dariusz Zaborek

Władca much

Władca much - William Golding Trudno mierzyć się z klasyką. Trudno ją krytykować, bo przecież tak ważną powieścią obwołali ją ludzie, którzy na temat literatury mają niewątpliwie większą wiedzę ode mnie. Jeszcze trudniej jest pisać peany i pieśni pochwalne na jej temat, w jakiś sposób dodać do niej analizę, bo pewnie ci krytycy zdążyli już napisać ogrom prac doktorskich, biorąc pod lupę każdy najmniejszy detal. Cieszy jednak ogromnie, gdy powieść, wobec której mamy dość duże oczekiwania, spełnia je nawet z nawiązką. Bo „Władca much” to powieść, choć o stosunkowo niewielkich rozmiarach, zdecydowanie wielka. Gdzieś w tle konfliktu nuklearnego, na niewielkiej wysepce rozbija się samolot. Z katastrofy uchodzą życiem tylko dzieci i nastolatkowie. Wydaje się, że sytuacja ta jest dla nich spełnieniem marzeń – bez szkolnego rygoru nad głową, narzekających rodziców, mogą robić to, co żywnie im się podoba, a co dla nich oznacza całodobową zabawę. Golding jednak ukazuje stopniową degrengoladę dzieci odciętych od wpływów cywilizacji. Choć początkowo widać jej wpływ – szybko formuje się władza, pojawia się muszla, która daje wszystkim jednakowe prawo głosu, to jednak z każdym dniem on maleje – a rządy Ralpha dalekie są od idealnych, podobnie jak niepozbawiona wad jest demokracja (szczególnie gdy lider nie jest osobą przekonaną do swoich racji, momentami niezdolną do logicznej argumentacji, choć w gruncie rzeczy są one słuszne). Ralph łatwo daje się zahukać i choć ma wokół siebie ludzi mądrych i roztropnych (jak Prosiaczek i Simon, których wygląd zewnętrzny nie stawia w pozycji naturalnych przywódców), do głosu dochodzi siła, barbarzyństwo, żądza władzy i zraniona duma, która jest osią konfliktu w książce. Merridew do władzy nie dochodzi swoim rozumem, ale szantażem i brutalnością, którą zdobywa kolejnych popleczników. Odwołuje się do pierwotnych instynktów dzieci, którzy dzięki uczcie, zdobyciu pożywienia przechodzą na „ciemną stronę mocy”. Wnioski, do których dochodzi autor, nie są pozytywne. Jedynym, co trzyma nas w ryzach, jest cywilizacja. Tylko dzięki temu, że żyjemy wśród ludzi, obowiązują nas normy prawne, zachowujemy się jak, nomen omen, ludzie. Pozbawieni jednak cywilizacyjnych bodźców, zaczyna dominować w nas ta ciemniejsza strona, zwierzęce instynkty, brak ładu, porządku, chęć mordu. Człowiek wyjęty ze świata, staje się niczym innym, tylko swoją karykaturą, od której tak bardzo chce się odciąć. W warunkach pierwotnych, podobnie pierwotnym tworem się stajemy. Golding także bardzo mocno podkreśla w jakiś sposób stadną naturę ludzką, która podporządkowuje się silniejszemu, głośniejszemu. Tłum jest pozbawiony rozumu, szuka, złudnego czasem, poczucia bezpieczeństwa, ochrony, stabilności. Tłum wybrał totalitaryzm nad demokracją. Tłum jest głupi. Coś, co szokuje w tej lekturze chyba jeszcze bardziej i co jeszcze dobitniej pokazuje przesłanie książki – bohaterami są dzieci. Te dzieci, do których tak lgnął Werter czy inni romantyczni bohaterowie, ponieważ były one nieskażone tą okropną cywilizacją, która odbierała im niewinność, dziecięcą naiwność i czyste postrzeganie świata. Tutaj jednak to dzieci staczają się moralnie coraz niżej. Jak można obronić tezy o ludzkiej dobroci, której ucieleśnieniem był w literaturze wiek nastoletni i dziecięcy, w świetle dokonywanych względem drugiego człowieka przewinień i mordów? Niemniej ważny jest także czas, w którym rozgrywa się powieść. Nie jest on bliżej określony, wiemy tylko, że gdzieś w tle wybucha bomba atomowa. Broń, która za jednym zamachem zabija miliony istnień. Której użycie wydaje się być uzasadnione. W jaki sposób mamy obronić się przed upadkiem jako „istota wyższa”, gdy ludobójstwo stoi na porządku dziennym, a wybuch kolejnej bomby atomowej nie wydaje się robić na dzieciach najmniejszego wrażenia? Rzadko spotyka się książkę tak poruszającą, zmuszającą do myślenia i niejednoznaczną. Golding w swoich opisach jest dobitny, przemiany kolejnych bohaterów przerażają, a kolejne okrucieństwa coraz bardziej wyrafinowane w swojej formie. Nie nazwałabym tej powieści pacyfistyczną, bo nie na tym moim zdaniem skupia się autor, jednak, nieco podobnie do McQueena, nie zatrzymuje pióra (w przypadku McQueena nie odwraca kamery) dobitnie ukazując nam ludzkie wady i słabości. Podsumowując, choć mogłabym ciągnąć tę amatorszczyznę jeszcze trochę, książka genialna, zasługująca na swoje miejsce w kanonie literatury.